Malaguti Madison 125

Naprawa Włoskiego skutera Malaguti Madison 125 ccm 4t

 

Wieści szybko się rozchodzą… Po zreanimowaniu Derbi Senda, kolejny znajomy z pracy poprosił mnie o „drobną” reanimację włoskiego skutera Malaguti Madison 125 swojego syna.

Do wymiany było kilka elementów instalacji… W skuterze ledwo co wymieniono zestaw cewek magneta, ale to nie przywróciło ładowania. Zdiagnozowałem uszkodzony moduł prostownika. Do wymiany oleje i filtry, uzupełnienie brakujących śrubek i ogólny przegląd. Oprócz tego, lagi (czyli przednie amortyzatory) prawie w ogóle nie trzymały parametrów. Przednia opona wołała o pomstę do nieba, a podczas hamowania można było szczęką wybić szybkę prędkościomierza

Całość remontu objęła następujące punkty:

  • ładowanie
  • wymiana oleju w silniku
  • wymiana oleju w przekładni
  • wymiana płynu hamulcowego
  • przegląd stanu hamulców
  • wymiana filtrów powietrza i paliwa
  • zlokalizowanie i wymiana przerywacza kierunkowskazów
  • przednie amortyzatory
  • przednia opona i kominek wentyla oraz sam wentyl
  • kilka wtyczek lub samych pinów
  • naprawa wskaźnika paliwa
  • wymiana linki prędkościomierza
  • wymiana żarówek

Z olejem w silniku o tyle był kłopot, że w trakcie eksploatacji, gościowi puściła uszczelka pod głowicą i olej wymieszał się z płynem chłodzącym. Trzeba było przepłukać cały układ, wymienić filtr i zalać nowy olej. Podobnie z układem chłodzenia. To było wiadome z rozmowy z inwestorem – tatą użytkownika skutera. Na dzień dobry, ów pojazd przyjechał w samochodzie dostawczym i wypakowano go nam na podwórko.

A więc do roboty.

Na tamten czas, jeszcze nie miałem swojego garażu, więc wszystkie sprawy robione były u kolegi. Razem zabraliśmy się do pracy i najpierw skompletowaliśmy wszystkie niezbędne elementy, które trzeba było zrobić/wymienić. Lista części szybko się rozrosła, suma kosztów również.

Zaczynając remont, skuter trzeba było rozłożyć niemal na części pierwsze – no dobra, trzeba było pościągać wszelkie plastiki. Już w trakcie rozkładania okazało się, że brakuje większości śrub utrzymujących „karoserię” na ramie lub były zerwane śruby, gwinty, bądź brakowało blaszek mocujących.

Jedną z rzeczy na starcie było podłączenie niemal doszczętnie rozładowanego akumulatora do prostownika. Na szczęście akumulator był jeszcze na tyle sprawny, że po naładowaniu dobrze trzymał napięcie. Krokiem następnym było rozebranie i zdjęcie wszystkich okrywających plastików. Staraliśmy się zachować jak największą staranność, ale już po kilku pierwszych śrubkach okazało się to zupełnie bez sensu. Większość śrub, wkrętów, blaszek i gwintów była w opłakanym stanie i nic nie chciało do siebie pasować. Tam gdzie miały być wkręty, były śruby metryczne, a tam gdzie śruby – były wkręty 

Im dalej w las, tym więcej drzew…

Po zdjęciu „karoserii” rama wyglądała jeszcze całkiem nieźle.  Im więcej z niego ściągaliśmy, tym większe braki w mocowaniach wychodziło na jaw.

Jak to wszystko się trzymało?

Poniżej wstawiam kilka fotek, na których widać braki w mocowaniach:

Kiedy coraz więcej wnętrzności było na wierzchu, łatwo było ogarnąć instalację. Od razu widać było że wiązki trzeba sensownie zamocować, wymienić niektóre konektory, wtyczki, poszczególne przewody wymienić lub naprawić.
W trakcie prac, okazało się, że nie działa pływak poziomu paliwa jak również czujnik i wskaźnik temperatury. Pływak trzeba było rozebrać i poskładać na nowo, podklejając stosownym klejem w odpowiednich miejscach. W ferworze prac nie zrobiłem żadnej fotki pływaka, ale udało się go zreanimować i wskaźnik zaczął coś tam pokazywać i nawet zaświeciła się rezerwa

Przy ściąganiu plastików odkrywałem kolejne elementy do poprawki. Podwiązki kabelków czy w innych miejscach wyłamany uchwyt lub wieszak nie robił już takiego wrażenia. Wreszcie całość można było podsumować w konkretnej liście zakupowej. Docelowe zakupy podzieliłem na kilka etapów, tak jak z resztą podchodziłem do całej pracy przy tym skuterze. Mając czas i miejsce na „rozebrany projekt” można zrobić niektóre rzeczy o wiele łatwiej, bo nie trzeba wszystkiego sprzątać od razu.

Cześć zakupów zamówiłem na znanym portalu aukcyjnym oraz w kilku e-sklepach z częściami do różnych motorowerów i motocykli. Po czasie, części zaczęły przyjeżdżać. Można było założyć nowe – znaczy używane ale w dużo lepszym stanie – lagi i oddać koło do wulkanizacji na wymianę opony i kominek wentyla. Opona kupiona nowa, ale leżak magazynowy 3 letni, za jakieś śmieszne pieniądze. Ta która była, miała 11 lat i naprawdę miała już dosyć. Kiedy koło było gotowe, całość poskładaliśmy jednocześnie robiąc przegląd układu hamulcowego. Płyn kategorycznie do wymiany i całość do czyszczenia i smarowania i konserwacji newralgicznych elementów. Kłopotliwe były śruby pokrywek zbiorniczków, bowiem niemal całkowicie miały zerwane nacięcia na łbie. Nic na siłę, wystarczył młotek i punktak.

Kolejna paczka z częściami dotarła. Wymiana filtra powietrza przy jednoczesnym dorobieniu uchwytu na jego obudowę. Materiałem bardzo wdzięcznym do takiego zastosowania okazał się aluminiowy płaskownik o grubości 2 mm. Dopasowanie śruby wraz podkładkami, wymodelowanie do pasujących otworów i poskręcanie całości ze sobą. Wyszło całkiem nieźle. Tylko po śruby i wkręty  trzeba było jechać kilka razy, bo jednak czegoś brakowało… Podstawę tłumików drgań zbiornika paliwa zrobiłem z gumowego węża ciśnieniowego, nałożonego na wystające wkręty mocujące. wyszło jak z projektu

Wymiana oleju i pozostałe płyny ustrojowe

Pierwszy kłopot – nie można odkręcić korka spustowego oleju, śruba z ukręconym łbem Spoko, użyjemy pompki do oleju, żeby odessać ten cały syf. Wielkie było nasze zdziwienie podczas oglądania tego co wyciągaliśmy z silnika. Ktoś, kto już widział mieszankę  oleju z płynem chłodzącym, nie będzie zdziwiony. Ci, którzy nie widzieli mogą być nieźle zszokowani.

Zrobiliśmy płukanie 5 razy, ale i tak oddając później skuter w ręce właściciela jasno daliśmy mu do zrozumienia, że olej znów trzeba wymienić najdalej za 2 tysiące kilometrów. Czy się do tego zastosował – tego już nie wiem. Oleje i inne smarowidła zastosowane dokładnie w/g danych producenta + dodatkowe zalecenia mechaników i użytkowników motocykli dzielących się własnymi doświadczeniami na różnych forach motoryzacyjnych. Smarowanie przekładni poszło bardziej gładko. Wystarczyło spuścić stary już znacznie przepracowany smar, ładnie wszystko wytrzeć / wyczyścić i zalać nowym świeżutkim smarowidłem.

No to Gucio! Smarowanie już w porządku.

Czas na ładowanie i pozostałe bolączki elektryczne.

Do zrobienia łącznie było sporo, bo to że nie było ładowania, to pikuś. Wystarczyło wymienić prostownik/regulator napięcia i po sprawie. Właściciel samodzielnie wymienił cewki magneta, więc to już było nowe i sprawne. Natomiast dużo było małych, drobnych elementów wymagających wymiany. Do zarobienia końcówki przewodów nowymi konektorami, poprawienie ścieżek w zestawie wskaźników licznika, wymiana kilku żarówek w tym również dwóch z zespolonego podwójnego reflektora przedniego. Właśnie w reflektorze wstawiono zwykłe samochodowe żarówki H4, które jak większość obeznanych w temacie wie, że mają moc 55/60 Watt, a w małych motocyklach (do których ten skuter się zalicza) stosowane są 35/35 W. Jak łatwo można policzyć jedna H4 jest niemal 2x mocniejsza niż 2 takie po 35 Watt’ów! To jakie dają obciążenie 2 takie żarówki ???

Nie będę tu tego dokładnie liczył, ale ze wzoru na moc P=U*I moglibyśmy dowiedzieć się ile prądu więcej musi dostarczyć zespół magneta do samych tylko żarówek przednich. Opcja na oryginałach – 2x 35W=70 mijania/70 drogowe, a na samochodowych H4 – 2x55W=110W mijania / 2x60W=120W drogowe! Jeśli kiedyś wpadłbyś (tak, Ty czytelniku) na pomysł aby „wzmocnić” swoje światła w skuterze / motocyklu czy innym pojeździe – przecież wstawisz mocniejsze żarówki, nie przesadź z tym obciążeniem! Taka większa moc wcale nie poprawi świateł, niestety może doprowadzić do spalenia się zespołu prostowniczego w takim przeciążonym układzie. Należy zastosować takie, jakie przewidział projektant (producent).

Zdjęcia z prac elektrycznych:

Na koniec trzeba było jeszcze znaleźć przerywacz kierunkowskazów, który nie działał wcale. Już nawet podejrzewałem, że go tutaj wcale nie ma, lub co gorsze, że mieści się w „komputerze” hehe. Specjalnie napisałem „komputerze”, bowiem to w sumie trafiona nazwa. Jest tam zintegrowana niemal cała elektronika zbierająca i przetwarzająca sygnały z czujników na silniku (no dobra, aż 3-ech). Okazało się, że faktycznie przerywacz tam się znajduje, ale wymiana tego ustrojstwa przekroczyła by już i tak mocno napięty budżet na naprawę. Ktoś wcześniej przepalił tą funkcjonalność, albowiem przewód do przełącznika kierunków leciał właśnie z „komputerka”, ale został przecięty w osłonie kierownicy i wstawiony przerywacz. Było by ok, gdyby nie fakt zainstalowania złego przerywacza, który nie był w stanie działać prawidłowo w tej instalacji. Kupiony został odpowiedni elektroniczny dopasowany do rodzaju obciążenia i podłączyliśmy zgodnie ze sztuką w miejscu chyba wręcz przewidzianym na niego czyli pod zegarami zaraz obok przekaźnika świateł stopu. Działa jak należy.

No dobra, dość pitolenia. Czas to wszystko poskładać, odpalić i przetestować

Jak już zrobione zostały sprawy elektryczne, wymieniony olej, filtry, uzupełnione wszystkie śrubki, blaszki i wkręty, przyszedł czas na poskładanie i testy. Podczas składania znalazło się jeszcze kilka zerwanych gwintów i ściętych śrub, więc jeszcze i takie wyzwania zostały na deser. Jednakże skuter po złożeniu znacznie lepiej brzmiał po odpaleniu. Nic nie brzęczało, nic nie stukało. Normalnie wydawało się, jakby był nowy – choć wcale tak nie wyglądał. Krótka przejażdżka przywołała wspomnienia z czasów bycia nastolatkiem, ale niestety rano trzeba było wstać do pracy. Sprzęt gotowy, w pełni sprawny, grzecznie do odbioru zaczekał na właściciela i rozliczenie.

Ze zwrotnych informacji, na dzień pisania tego tekstu, użytkownik zadowolony, bo wszystko działa tak jak powinno. Niestety część zdjęć gdzieś mi wyparowała. Powiedziałbym nawet, że ta ważniejsza – czyli dokumentacja tego co zrobione oraz nowe zakupione części 

Trudno się mówi i żyje się dalej. Najważniejsze, że klient jest zadowolony. Dla mnie to liczy się najbardziej.

To już koniec tego projektu.

1 like
Prev post: Derbi SendaNext post: Prostownik Spawalniczy Bester SBA 2500

Related posts

O mnie

Witaj, jestem Wojtek. Uwielbiam naprawiać urządzenia i pomagać ludziom w ich codziennych czynnościach związanych z technologią i elektrotechniką. Witaj na moim blogu. Czytaj więcej

Najnowsze Posty
Najbardziej popularne
Archiwum
Kalendarz
Lipiec 2017
P W Ś C P S N
« Mar    
 12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31